Subaru Impreza S203 – 24h we dwoje

S203 spogląda na miasto…

Ten wpis jest jednak o nieco nowszym modelu, bo o drugiej generacji po pierwszym liftingu. Nie bez powodu podałem w tytule magiczne S203. W ten sposób oznaczono limitowaną do 555. sztuk wersję. Dzięki uprzejmości Jacka z Japan Imports spędziłem z Subaryną 24h. Był to mój pierwszy, tak bliski kontakt z tą marką.

Subaru to marka nieodłącznie związana z rajdami. To w Imprezie 555 Krzysztof Hołowczyc zdobył mistrzostwo Europy w 1997 roku. Kto nie kojarzy niebieskiego Subaru na złotych felgach? W tamtych czasach marzył o nim każdy chłopak na osiedlu. Jak graliście w grę Colin Mcrae Rally 2.0 to rozumiecie doskonale o czym piszę.

Wygląd

Subaru Impreza S203

Zacznijmy od tego co na zewnątrz. Od razu widzimy, że mamy do czynienia z niestandardową wersją. Delikatny akcent w postaci karbonowej dokładki pod przednim zderzakiem. Następnie duży spojler, ale zupełnie inny niż ten w standardzie. Specjalne mocowanie umożliwia nam regulację kąta nachylenia. Ciekawostka, o której dowiedziałem się podczas odbierania kluczyków – w Japonii sedany mają tylną wycieraczkę. Poza tym srebrne kute felgi BBS oraz duża końcówka wydechu z przetłoczeniem STI. Dodatkowo wydech jest w całości wykonany z tytanu. Na koniec lakier. Ten niebieski kolor po polerce jest fenomenalny, a najlepiej wygląda… po zmroku! Tak jest, w świetle lamp mieni się niesamowicie. Już poinformowałem właściciela, że nocna sesja jest obowiązkowa 🙂

Wnętrze

Zapraszam 🙂

Zajrzyjmy do środka. Tutaj zmian jest jeszcze więcej. Przede wszystkim alcantara, jest na boczkach, ale przede wszystkim na siedzeniach. Do nich jeszcze wrócę, ale co istotne wymienione boczki są w kolorze szarym (w standardzie niebieski). Kierownica i mieszek zmiany biegów są skórzane, a wieniec jest elegancko obszyty różową nicią w kolorze loga STI. Jednak największe wow robią we wnętrzu siedzenia – kubełkowe fotele Recaro wykonane z włókna węglowego(jak ja uwielbiam ten materiał w autach!).

Fotele są ciasne nawet jak dla mnie, a mierzę jakieś 173 cm wzrostu i należę raczej do szczupłych osób. Zapewniają dzięki temu idealne trzymanie w zakrętach. Przy codziennej jeździe mogą jednak dokuczać. Zwłaszcza przy wsiadaniu i wysiadaniu. No ale umówmy się, ten samochód został stworzony do za****ania po drogach, a nie smutnego przemieszczania się z punktu A do punktu B.

Wrażenia z jazdy

To nie mój klimat 😉

Przejdźmy więc do tego co tygryski lubią najbardziej – jazda. Zanim wsiadłem za kółko, odbyłem krótką przejażdżkę na fotelu pasażera. Do czego to auto zostało stworzone poczułem przy pierwszym ostrzejszym wejściu w zakręt. Sztywne nadwozie i precyzyjne prowadzenie powoduje, że auto jedzie jak po szynach. Dodatkowo pomaga w tym napęd na cztery koła. Zakręty to naturalne środowisko Subi.

Oczywiście kiedy ja wsiadłem za kółko nie zgrywałem króla szos i minęło trochę czasu zanim ostrzej zaatakowałem jakiś zakręt. W pierwszej kolejności musiałem przywyknąć do jazdy z kierownicą po prawej stronie w ruchu prawostronnym. Trzymanie się pobocza i krawężników było na początku dziwne, ale po chwili się przyzwyczaiłem. Samo prowadzenie nie sprawiło mi problemów, bo mieszkałem chwilę w UK. Dla osób, które nie miały nigdy do czynienia z kierownicą po prawej stronie – pedały są ułożone tak samo, biegi również z tą różnicą, że obsługujemy je lewą ręką. Jedno co mnie wkurzało to dźwigienka wycieraczek w miejscu gdzie powinienem włączać kierunkowskazy… Kilka razy zdarzyło się pomylić.

Samochód jak na dzisiejsze standardy nie jest demonem prędkości, ale moc 320 KM przenoszona na cztery koła wystarczył, żeby na mojej twarzy szybko pojawił się uśmiech. No i ten cudowny dźwięk turbo, do którego ogromny wlot widzimy na masce. Trochę brakowało mi charakterystycznego dźwięku boxera, ale to podobno wynik zastosowania innej turbiny w tej wersji. Subi odpycha się bardzo sprawnie, a sztywne nadwozie pozwala czerpać frajdę na krętych drogach. Przy każdym łuku czujemy się pewnie, a samochód słucha nas potulnie jak emeryci ojca Tadeusza.

Silnik

345 KM po maską i charakterystyczny wlot

Serce Subaru Imprezy S203 również zasługuje na kilka słów. W Europie najmocniejsza dostępna wersja dwulitrowego silnika dysponowała mocą 265 KM. W S203 standardem było 320KM, piszę było, bo w opisywanym egzemplarzu mamy 345 KM. Jest to wynik uzyskany dzięki nowej mapie silnika, który został zestrojony na potrzeby paliwa 98 oktanowego. Niestety raczej rzadko spotykane u nas 102 oktany wymusiły na Jacku taką zmianę. Efekt uboczny to 25 KM więcej i mniejsze spalanie.

Podsumowanie

Z Subi spędziłem niestety tylko 24h. Może to i dobrze, bo bym czasem nabrał chęci na takie 😉 Na szczęście mnie nie stać (jeszcze). Do jazdy każdego dnia nie polecam. Kubełki są niezbyt wygodne przy wsiadaniu i wysiadaniu. Poza tym samochód ma kierownicę po prawej stronie, co na dłuższą metę jest trochę upierdliwe. Więcej wad nie znalazłem. Plusy? Genialne właściwości jezdne, 345 KM no i ten obłędny kolor. Subaru Impreza S203 to świetne auto jako drugie lub trzecie w garażu. Idealne jeśli lubisz w weekend odstresować się za kółkiem czegoś mniej przyziemnego.

Za chwile spędzone z bohaterką wpisu dziękuję serdecznie Jackowi z firmy Japan Imports. To drugie auto, które zostało mi powierzone. Mam nadzieję, że nie ostatnie 🙂 Poniżej odpowiednie linki, a jeszcze niżej kilka zdjęć, które zrobiłem:
WWW Japan Imports
Facebook
Instagram

PS. Jeśli tekst Ci się spodobał, to może zainteresuje Cię również moja opinia na temat Golfa GTI TCR – tutaj.